• White Facebook Icon
  • White Instagram Icon
  • White YouTube Icon

Kobiety w spadochroniarstwie

Zostałam ostatnio zaproszona do wzięcia udziału w panelu dyskusyjnym o wdzięcznej nazwie "Kobiety na samoloty", który poruszyć ma tamat kobiet i ich sytuacji w lotnictwie. Przecież w czasach #metoo, czarnych protestów, szklanych sufitów i lepkich podłóg to temat wręcz konieczny do przedyskutowania i omówienia. Zaczęłam się zatem zastanawiać jak to jest z tymi skydiverkami i kilka moich luźnych myśli przerodziło się w post. Zapraszam. ;) 

 

UWAGA! Będę pisać tu tylko o moich doświadczeniach i odczuciach. Każda kobieta może mieć zdanie takie jak ja lub całkowicie od niego różne. Nie mianuję się głosem całej mojej płci. 

 

 

LICZBA KOBIET W SKYDIVINGU

 

Nie ma co się oszukiwać, trzeba zmierzyć się z faktami. ;) Spadochroniarstwo to sport, w którym liczba mężczyzn kilkukrotnie przewyższa liczbę kobiet. A więc można nazwać je środowiskiem typowo męskim. Według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego kobiet z ważną licencją PJ jest w Polsce 237,  mężczyzn natomiast aż 1534. Jednak kobiet w tym sporcie przybywa najwięcej i najdynamiczniej od początku istnienia skydivingu i niweluje się nierówna proporcja między płciami. A na zachodzie kobiet skaczących z samolotu jest procentowo o wiele wiele więcej niż w Polsce. Takie zmiany są super! 

 

 

TRAKTOWANIE KOBIET PRZEZ MĘŻCZYZN

 

Kiedy ja 5 lat temu uczestniczyłam w kursie AFF rzeczywiście udało mi się odczuć, że najpierw ludzie traktują mnie jak dziewczynę, a później jak skoczka czy studenta AFF. Może to wynikało z miejsca, w którym się szkoliłam, może z osób które były obecne wtedy na lotnisku, może z tego, że miałam tylko 16 lat, a może rzeczywiście tak po prostu kilka lat temu jeszcze było. Ciężko mi z perspektywy czasu teraz to ocenić. Jednak do dziś pamiętam (i mam to na nagraniu!), że po skoku kończącym mój kurs, instruktor z którym skakałam wykrzyczał na całą strefę radosny okrzyk "cipka zdała egzamin". I wiem, że nie miał na celu mnie tym obrazić, wręcz przeciwnie, był ze mnie dumny. No, ale jak się domyślacie, wprawiło mnie to wówczas w spore zażenowanie. ;) 


Czy to znaczy, że wszyscy skoczkowie są szowinistami, seksistami, a kobiety z góry traktują jako skoczków gorszego sortu? Na szczęście nie. Uff! W znaczącej większości strefowych sytuacji mam wrażenie, że różnica płci się zaciera, nie ma żadnego znaczenia w kontekście wykonywania skoków. Naprawdę nikt nie ocenia umiejętności instruktora AFF, układacza czy skoczka pod kątem jego płci. Kiedy chcę uczestniczyć w skoku z innymi ludźmi zawsze to moje umiejętności są oceniane, a nie mój różowy plecak. Nie spotkałam się nigdy z tym, żeby ktoś miał problem, kiedy chciałam poprowadzić tracka albo wziąć udział w dużej formacji, bo posiadam długie włosy czy pomalowane paznokcie. Nie oznacza to oczywiście, że koledzy nie przepuszczą mnie czasem w drzwiach do samolotu, nie podadzą mi ręki kiedy nie mogę wdrapać się na stopień, czy nie ułożą szybciej spadochronu "na ładne oczy". ;)

 

Czasami zdarza mi się natomiast, że spotykam się z niedowierzaniem osób będących pierwszy raz na lotnisku, że jak to będę nagrywać ich skok tandemowy albo będę doszkalać ich po kursie AFF.  Że dziewczyna też skacze? Zazwyczaj wtedy takie osoby myślą, że żartuję. Mogłaby się wtedy oburzyć we mnie mała feministka, ale bez przesady, nie ma też co się obrażać, przecież w skokach chodzi o to, żeby się dobrze bawić. :)

 

Czasem natomiast skoki spadochronowe wrzucane są do worka takich 'męskich środowisk' jak wojsko, policja lub inne mundurowe zawody, czy po prostu kojarzone z lotnictwem, pilotami itp. Cieżko mi mówić jak to dokładnie jest w tych wyżej wymienionych, ale warto zaznaczyć, że w skokach rekreacyjnych nie ma żadnych hierarchii, mundurów, tytułów i odznaczeń. Jest to świat komercyjny, składający się często z ludzi młodych, więc luz. Nie ma się czego bać!

 

 

FIZYCZNE OGRANICZENIA

 

Czy kobietom natomiast jest trudniej fizycznie podczas skoków niż mężczyznom? To jest oczywiście kwestia indywidualna. Jasnym jest, że każda kobieta jest inna, jak i każdy facet jest inny. Dla uproszczenia i możliwości wysnucia kilku tez załóżmy jednak, że typowa kobieta jest trochę słabsza i mniejsza niż typowy mężczyzna. Mam nadzieję, że nikt się nie obrazi. 

 

No i taka statystyczna kobieta początkowo rzeczywiście jest zmuszona zmierzyć się z trudnościami, których wcześniej nie doświadczała - na plecach trzeba dźwigać bardzo ciężki sprzęt, spadochronem trudno sterować, bo jest zazwyczaj duży i niedociążony, nie mówiąc już o lądowaniu podczas, którego trzeba zaciągnąć obie sterówki. Z trywialnych rzeczy - wiecznie plączące się włosy i połamane paznokcie, a po weekendzie nagle mnóstwo siniaków (od taśm udowych, piersiowej, taśm spadochronu i drugie tyle nie wiadomo skąd). Stereotypowemu mężczyźnie jest więc łatwiej - jest silniejszy, masywniejszy, jego skóra jest mniej narażona na urazy i uszkodzenia. Ponadto po otwarciu spadochronu ląduje prawie jednocześnie z resztą szkoczków, a nie 10 minut później jak to ma często miejsce podczas szkoleń dziewczyn.

 

Ale wraz z biegiem czasu nasz sprzęt robi się mniejszy, lżejszy, uczymy się poruszać po samolocie i niebie z większą zgrabnością, przez co nie obijamy się o wszystko tak jak wcześniej. Wyrabiamy sobie też szereg trików, które pomagają nam sobie radzić ze wszystkimi drobnymi niedogodnościami - pisałam o niektórych TUTAJ. Można więc powiedzieć, że im dalej w las (a może w chmury?) tym większość trudności i ograniczeń fizycznych przestaje być zauważalna. Większość, bo jak przykładowo spadochroniarka waży 50 ciężko będzie jej w roli tandempilota. Albo dopóki taka ze słabymi mięśniami rąk, nie wzmocni ich trochę na siłowni, przy wyjściu z samolotu na stopień zawsze będzie jej się cieżko utrzymać. Życie, to zwyczajnie trzeba wziąć na klatę i zaakceptować. ;)

 

Jasne, że faceci mogą być w kilku elementach zwyczajnie lepsi. Ze względu na swoją odwagę w próbowaniu nowych rzeczy mogą na przykład łatwiej opanować szybsze i agresywniejsze lądowania. Kobiety w takich kwestiach są zazwyczaj rozważniejsze. Mężczyźni mogą też mieć lepsze predyspozycje do jakiś konkretnych stylów latania. Kobiety natomiast ze względu na większą zwinność i gibkość często biją ich we freestyle'u. Dla każdego coś miłego. :)  

 

WIZERUNEK KOBIETY-SKOCZKA

 

Nie ukrywajmy, wiele dziewczyn chętnie podkreśla właśnie to, że w tym skydivingu są kobiece. Szyją sobie różowe kombinezony, kupują różowe kaski, na instagramie nadają sobie niekiedy nicki w stylu Adrenaline Barbie (halo, przecież mój to @skydivegirl) lub jak Roberta Mancino biorą udział w projektach podkreślających kobiecość właśnie (np. skoki w szpilkach, sukienkach, z doczepianymi rzęsami, czy cyrkoniami na kasku). Z resztą nie tylko ona - takich przykładów jest mnóstwo.


I choć Roberta akurat umiejętności i doświadczenie ogromne, to dla chcących w jakiś sposób zaistnieć (np. na wyżej wymienionym instagramie), ale początkujących lub nie tak zaawansowanych w lataniu skydiverów, bycie dziewczyną może wiele ułatwić. Wyobraźcie sobie zdjęcie chłopaka wyskakujacego z samolotu. A teraz to samo zdjęcie, tylko podmieńmy skoczka na dziewczynę. Z różowymi ustami i pomalowanymi pazokciami. No kurde, to się od razu lepiej sprzedaje. ;) 

 

Jeśli jednak kobieta ma krótkie włosy, czarny kombinezon i nie chce, aby cokolwiek odwracało uwagę od jej umiejętności i profesjonalizmu - spoko. Jeśli chce na prawo i lewo emanować kobiecością niczym legalna blondynka - też spoko. Takie mam głębokie przemyślenie i opinie na ten tamat. Skaczmy i dajmy skakać innym. :)

Please reload