• White Facebook Icon
  • White Instagram Icon
  • White YouTube Icon

STORY TIME: Jak dzięki skydivingowi poznałam Shakirę

Zacznijmy od tego, że nigdy nie byłam typem osoby, która ma swoją wielką idolkę lub idoli. Na ścianie w moim pokoju nigdy nie wisiał żaden plakat, nie jeździłam na koncerty, nie marzyłam o autografie czy wspólnym zdjęciu z żadną gwiazdą. Jedynymi osobami z branży muzycznej, o których można powiedzieć, że lubiłam trochę bardziej był zespół Metallica (który od kiedy pamiętam słuchaliśmy całą rodziną) i Shakira właśnie. Kolumbijską wokalistkę ceniłam zawsze za taką normalność, piękny głos, wpadające w ucho piosenki i przepiękny styl tańczenia (sama kiedyś trenowałam belly dance i Shakira była dla mnie inspiracją). 

Co więcej nigdy nie byłam również fanką konkursów. Nie wierzyłam nigdy, że naprawdę coś można w nich wygrać, a szczególnie kiedy w grę wchodzą dość drogie i ciekawe nagrody. Dlatego też nigdy wcześniej w żadnym udziału nie brałam.

No dobra, ale co to ma za znaczenie? Już wszystko tłumaczę.

 

 

KONKURS

 

Była wczesna wiosna 2015 roku, a ja zamiast uczyć się do matury przeglądałam facebooka. Standard. Przemknęła mi wtedy pierwszy raz informacja o konkursie, w którym można było wygrać 'śniadanie z Shakirą w Barcelonie'. Ale będąc osobą, którą nie ciągnęło nigdy do takich konkursów, po prostu olałam i przescrollowałam dalej. W niedługim czasie widziałam ogłoszenie o konkursie kilkukrotnie w internecie i w spamie na mailu. Ale wciąż nie za bardzo mnie to zaciekawiało. Za którymś razem jednak postanowiłam kliknąć i zobaczyć w końcu o co chodzi. Okazało się, że konkurs organizowany jest przez Blend-a-Med, którego Shakira od lat jest ambasadorką. W ramach zabawy należało zrobić sobie zdjęcie z najnowszym produktem marki i oczywiście pięknie się na nim uśmiechać. 

Obejrzałam galerię przesłanych już prac, nie było ich dużo, bo około 200. Jednak najbardziej zdziwiło mnie to, że wśród nich nie ma żadnego ciekawego i kreatywnego. Większości z nich to po prostu ładne selfie ładnych dziewczyn, nic ponadto. Pomyślałam wtedy, że może wzięcie udziału w konkursie nie jest takie głupie, ponieważ realizując pomysł, który od razu wpadł mi do głowy po zapoznaniu się z zasadami, nie trudno będzie się wyróżnić. Możecie myśleć, że jestem zadufana w sobie, ale wręcz za pewnik wzięłam swoją wygraną w razie ewentualnego przesłania swojego zgłoszenia. No i fakt, że tytułowe śniadanie miało być właśnie z Shakirą dodatkowo zachęcał mnie, żeby wziąć udział w zabawie. 

Problem był jeden - był wtedy początek kwietnia, zgłoszenia można było przesyłać do 10.04, czyli piątku. A ja do realizacji mojego planu potrzebowałam samolotu. A tu jeszcze nikt w Polsce nie skacze, dopiero co zima się skończyła, pogoda była taka średniawa, no i co z tym fantem zrobić...  

 

 

SKOK

 

Zaczęłam od najprostszej rzeczy, czyli kupienia wybielającej pasty do zębów, o którą wszystko się rozchodziło. Coś już przynajmniej miałam. ;)  

Wtedy zupełnym przypadkiem dowiedziałam się, że strefa nieopodal mojego domu planuje zrobić jeden wylot. Właśnie w piątek 10.04 - w dniu zamknięcia wysyłania zgłoszeń. Nie miałam nic do stracenia, więc pojechałam i cóż - rzutem na taśmę udało się wykonać wylot chwilę przed zachodem słońca. 

Sam skok nie był finezyjnie kreatywny. Ja i pastą. Z resztą, w tamtym czasie wiele więcej latać nie umiałam. Jednak dzięki zachodzącemu słońcu zdjęcia okazały się wyjść przepięknie. Na ziemi wylądowaliśmy chwilę przed 20, zostały więc 4 godziny na wybranie i wysłanie zdjęcia na konkurs.  

 

 WYNIKI

 

Niedługo po zgłoszeniu, nie pamiętam dokładnie, dzień może dwa, dostałam telefon od organizatorów konkursu. Pani w słuchawce oznajmiła, że moje zdjęcie jest bardzo ładne i wyróżnia się spośród innych, jednak jest mały problem. Nie wierzą w jego autentyczność - komisja uznała je za fotomontaż. Wysłałam więc film z całego skoku, tak aby rozwiać wszelkie wątpliwości i następnego dnia telefon zadzwonił znów. Tym razem zostałam zapytana, czy ja w tym roku nie piszę czasem matury, bo wyjazd jest właśnie w ich czasie. Odpowiedziałam z pewnością w głosie, że nie. Chociaż była to nieprawda, to założyłam, że w razie czego będę martwić się tym poźniej. Pani odpowiedziała, że w takim razie źle musiała coś policzyć i, że co prawda oficjalne wyniki będą za kilka dni, ale już mogę się powoli cieszyć. :) Oficjalna informacja o mojej wygranej pojawiła się 15 kwietnia na stronie wydarzenia i facebooku Blend-a-med. Co ciekawe cała strona wydarzenia jest wciąż dostępna.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

WYLOT

 

Po tym dniu nastąpiło planowanie wyjazdu. Byłam w stałym konktakcie z organizatorką, która zakupiła mi bilety lotnicze i zarezerwowała hotel. Szczęścia chodzą parami, więc mimo, że wciąż nie przyznałam się do tego, że piszę egzaminy maturalne, okazało się, że znalezione przez organizatorów loty nie kolidują z terminami moich egzaminów. Chociaż blisko było, bo wylot z wrocławskiego lotniska miałam jakieś 3 godziny po zakończeniu matury z matematyki rozszerzonej. A powrót 2 dni przed rozszerzoną geografią. :) 

 

Z organizacji wyjazdu byłam bardzo zadowolona. Zostały wybrane najwygodniejsze dla nas loty, więc lecieliśmy z Wrocławia do Barcelony z krótką przesiadką w Monachium. Po wylądowaniu na El Pracie czekał na nas samochód, który zawiózł nas do hotelu w miasteczku Sitges. W związku z tym, że był już późny wieczór, w hotelowej restauracji czekała na nas kolacja, a w pokoju prezenty powitalne. 

 

 

 EVENT

 

Następnego dnia o poranku przyjechał po nas bus, który zawiózł nas miejsce eventu. Całe wydarzenie miało miejsce w Can Bonastre - przepięknie położonym hotelu z widokiem na wzgórza i winnice. Tam spędziliśmy cały dzień, podczas którego mogliśmy spacerować po obiekcie, wylegiwać się nad stawem i pić szampana, a także wziąć udział w przeróżnych warsztatach, między innymi makijażowe, czy z dentystą, podczas których pokazywane były premierowo produkty marki. Na miejscu było może kilkadziesiąt osób - trochę osób z mediów, blogerzy oraz kilka osób, które wygrały konkurs z różnych krajów. Z Polski poznałam dziewczyny z Glamour i Cosmopolitana. Chwilę po rozpoczęciu eventu, pojawiła się też Shakira, która oficjalnie wszystkich przywitała. W pewnym momencie wszyscy zaproszeni zostaliśmy na lunch. To właśnie wtedy można było zadać jej pytania i zapozować do wspólnego zdjęcia. Pod koniec eventu odbyło się trzecie spotkanie z Shakirą, na którym nas pożegnała. I tyle. Można było wrócić do hotelu. :)

Następnego dnia wróciliśmy samolotem do Polski na kolejną część matur. 

 

Jak sami widzicie - hasło o śniadaniu z Shakirą w Barcelonie może nie do końca pokryło się z prawdą. Ani to śniadanie, ani w Barcelonie. A sama Shakira okazała się jeszcze niższa niż na teledyskach. :D 


Ale nie zmienia to faktu, że cała wycieczka była super przygodą, którą zawsze będę dobrze wspominać. I wiecie co? Nie ma co się uprzedzać do żadnych wydarzeń, konkursów i zabaw. Bo ciekawa przygoda może przejść nam koło nosa. :)

 

 

 

 

 

 

 

Please reload