• White Facebook Icon
  • White Instagram Icon
  • White YouTube Icon

Skoki spadochronowe - czy warto ryzykować życie dla zabawy?

Od kiedy tylko zaczęłam skakać, niemal od razu zaczęłam spotykać się z przerażeniem wśród bliskich, oskarżeniem o głupotę i brawurę. Z resztą nie tylko moi znajomi tak uważają - nagłówki materiałów o skoczkach krzyczą sloganami typu 'ekstremalne', 'śmiertelnie niebezpieczne', 'uzależnieni od adrenaliny' sprowadzając skoczków do szaleńców, dla których liczy się tylko dobra zabawa i jak największy zastrzyk emocji. Zatem, czy spadochroniarze to naprawdę tacy nieodpowiedzialni egoiści? 

 

 

Czy skydiving naprawdę jest aż tak niebezpieczny?

 

Wydaje mi się, że głównym powodem, dla którego spadochroniarstwo z góry jest skazane na łatkę niebezpiecznego i ekstremalnego jest to, że wyskakiwanie ze sprawnego samolotu, kiedy pędzi on z prędkością 150 km/h na wysokości 4000 metrów nie wydaje się być najbardziej naturalną dla człowieka czynnością. A skoro jest to takie nienaturalne, to na pewno musi być też szalenie niebezpieczne. W odniesieniu do niego, wszystko inne wydaje się być jakieś takie normalniejsze, a co za tym idzie również na pewno bezpieczniejsze. Pływanie kajakiem, chodzenie po górach, czy latanie szybowcem nie wzbudza w nikim grozy, a wykonującym którąkolwiek z tych czynności, na pewno nie zostałabym nazwana szaloną. 

 

Zapomina się jednak o tym, że skoczkowie to osoby, które na skydivingu właśnie, znają się najbardziej. Mają za sobą odpowiednie kursy, licencję i niezbędne przygotowanie do wykonywania przez nich skoków. Naprawdę dla wielu z nich ryzykowniejsze byłoby podjęcie próby wejścia na jakąś wysoką górę czy przepłynięcie jeziora żaglówką, niż wyskoczenie z samolotu. Bo o wspinaczce górskiej ani żeglarstwie większość skoczków zwyczajnie nie ma pojęcia.

 

W przeciwieństwie do wielu innych sportów, skoków nie da się nigdzie na świecie wykonywać tak po prostu, bez przygotowania, przez osoby do tego nieuprawnione. Oprócz przepisów lotniczych, kontroluje nas urząd Lotnictwa Cywilnego, a także staff pracujący na strefach spadochronowych. Nawet jakbym chciała stwarzać niebezpieczeństwo sobie i wszystkim wokół, to znajdzie się zaraz mnóstwo osób, które skutecznie mi w tym przeszkodzą.

 

Oprócz tego, że sam sprzęt na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat bardzo się zmienił i stał się niemal niezawodny, to także sami skoczkowie naprawdę zdają sobie sprawę ze wszystkich innych zagrożeń, czyhających na nich w tym sporcie i w każdym skoku dążą do tego, żeby wszystkie je wykluczyć. Paradoksalnie, dzięki temu, że spadochroniarstwo uchodzi powszechnie za bardzo ekstremalny sport, przykłada się do bezpieczeństwa bardzo dużą wagę, czyniąc ten sport naprawdę bezpiecznym. Poza tym jakby skoczkowie naprawdę byli szaleńcami, za wszelką cenę pragnącymi adrenaliny, niczym narkomani koksu, to prawdopodobnie wszyscy nie dożylibyśmy już kolejnego weekendu. Tymczasem rok 2018 to najbezpieczniejszy rok w historii spadochroniarstwa! :) 

 

 

Spadochroniarstwo częścią życia

 

Na moje życie składa się wiele aktywności: jeżdżenie samochodem, jedzenie, picie, oddychanie, uprawianie różnych sportów, wyjeżdżanie na wakacje czy po prostu codziennie funkcjonowanie w domu, w mieście i wśród ludzi. No i oczywiście w tym - również skydiving. I tak naprawdę każdy mały wybór ma wpływ na bezpieczeństwo naszego życia. Ale czy zawsze jeżdżąc samochodem drżę ze strachu, że będę mieć wypadek? Albo idąc ulicą martwię się, że tego smogu umrę na raka płuc, a od zjedzenia frytek w McDonaldzie na miażdżycę? No nie. Staram się być w życiu ostrożna, ale nie popadać w paranoję, dlatego czasem zamiast sałatki na obiad wybiorę pizzę, w lecie wykąpię się w jeziorze, a spiesząc się na spotkanie przekroczę troszkę prędkość na autostradzie. 

 

Swoją drogą nie uważam, że określenie "ryzykować życie dla skoków" jest szczególnie trafne. Skoki spadochronowe to raczej część mojego życia. Tak samo jak codzienne chodzenie na uczelnie. Czy jak siedząc na wykładzie, zawali się na mnie sufit jednego z przedwojennych budynków na mojej uczelni, to ktoś powie "niepotrzebnie ryzykowała życie dla nauki"? Mam nadzieję że nie, bo nawet gdybym jeszcze żyła, to i tak umarłabym się po takim stwierdzeniu z żenady. :) 

 

 

Życie grozi śmiercią

 

Kiedyś zastanawiałam się, czy skakałabym wciąż, jakbym miała 100% pewności (na przykład wróżbita Maciej by mi przepowiedział), że kiedyś zginę podczas skoków. I wiecie co? Tak. Bo to równoznaczne z tym, że zginę podczas swojego życia. No oczywista oczywistość. Jakbym zrezygnowała ze skoków, to umarłabym z innego powodu, np. wypadku samochodowego. Mogłabym też zrezygnować z jeżdżenia autem. Albo w ogóle poruszaniem się po ulicach, bo przecież mogę równie dobrze zostać potrącona. Inne sporty? Wodne, zimowe? Też bywają śmiertelne. Idąc tym tropem jedyne co mi pozostanie, to siedzenie w domu. Ale moment, Lion kiedyś w reklamie mówił, że 9/10 dzieje się w domu... cholera, chyba nie tędy droga! ;) 

 

Ale czy idąc do samolotu myślę o tym, że zaraz mogę zginąć? Oczywiście, że nie. Jakbym z jakiegoś powodu podejrzewała, że kolejny skok może dla mnie być śmiertelny w skutkach, zwyczajnie zostałabym na ziemi - nie jestem przecież samobójcą! ;) Myślę natomiast o tym, czy jestem odpowiednio przygotowana, czy na pewno 2 razy sprawdziłam swój sprzęt, czy z osobami, z którymi skaczę wystarczająco dokładnie omówiłam cały przebieg skoku. To pozwala mi zminimalizować ryzyko wystąpienia jakiejkolwiek niebezpiecznej sytuacji i skupić się przede wszystkim na dobrej zabawie. 

 

Wydaje mi się, że życie polega na tym, aby robić wszystko co się chce, ale z rozwagą. Do czego da się, trzeba się odpowiednio przygotować, zrobić odpowiednie kursy, zdobyć informację czy kupić odpowiedni ubiór. Ale nie ma sensu spędzać całego życia na kanapie, nie robiąc nic ciekawego, z obawy, że może się coś stać. No może. Na kanapie też może. Ale życie ma się jedno! 

 

 

 

 

Please reload