• White Facebook Icon
  • White Instagram Icon
  • White YouTube Icon

STORY TIME: Jak zaczęłam swoją przygodę ze skokami?

Jak pewnie każdy skoczek, często pytana jestem o to, jak zaczęłam skakać. Mam wrażenie, że zainteresowany liczy wtedy na jakąś poruszającą historię, często dopytując, czy mam w rodzinie tradycje lotniczne. Odpowiedź jednak może być rozczarowująca, bo moja historia jest dość zwyczajna. Jednak tych, których to nie zraziło, zapraszam do przeczytania. :) 

 

 

Dlaczego?

 

Zaczynając całkowicie od początku, od dziecka byłam raczej energiczna, ciekawa świata i doświadczeń. Nigdy nie odpuściłam sobie zjechania ze zjeżdżalni, spróbowania wszystkich atrakcji w parkach rozrywki, wejścia na najszybszą możliwą karuzelę. W pamiętniku jako może 11-12 latka robiłam nawet listy "ekstremalnych" rzeczy, których już okazję miałam doświadczyć. Jak gdzieś tylko usłyszałam, że można spróbować czegoś, to od razu wiedziałam, że tego spróbuję. Tak po prostu. Rodzice nigdy szczególnie nie hamowali mnie - wręcz przeciwnie. Umożliwiali próbowanie takich rzeczy jak nurkowanie czy skok na bungee. Nie inaczej było ze skokami spadochronowymi. Nie pamiętam dokładnie momentu, w którym pierwszy raz zetknęłam się ze skydivigiem, ale wydaje mi się, że od zawsze gdzieś tam wiedziałam, że są ludzie, którzy skaczą z samolotu. Przypomina mi się nawet zdjęcie z podręcznika w podstawówce z angielskiego, w którym pokazana była formacja skoczków właśnie. Godzinami mogłam oglądać też Odlotowe Agentki - moją ulubioną kreskówkę, w której główne bohaterki latały po niebie za pomocą odrzutowych plecaków. ;) 

Pierwszą sytuacją, kiedy na głos powiedziałam, że chcę skoczyć z samolotu było mniej więcej, kiedy miałam może 12 -13 lat. Wtedy, w lecie spędzając dzień z kolegą z sąsiedztwa, powiedziałam mu że z okazji 16 urodzin skoczę ze spadochronem. Czemu 16? Chyba naoglądałam się sweet 16 w MTV i żyłam w przekonaniu, że to właśnie te urodziny muszą być niezwykłe i wyjątkowe. W podobnym czasie oznajmiłam to również rodzicom. 

 

Pierwszy raz

 

No i co? Doczekałam się 16 urodzin i taki dokładnie prezent dostałam od rodziców na urodziny. Choć było to stosunkowo nie aż tak dawno, to sytuacja spadochronowa w Polsce była trochę inna. Nie było ani jednej strefy w moim rodzinnym mieście - Wrocławiu, Ostrów Wielkopolski miał problemy z samolotem, a w Gliwicach, w których skoczyłam, działał wówczas tylko aeroklub. 

Wybierałam się do Gliwic dwa razy - 6 i 7 lipca. Za pierwszym razem okazało się, że nagle naszła burza i skok został odwołany, następnego dnia miałam już szczęście i w pięknym, lipcowym upale skoczyłam z AN-2. Z może 3 tysięcy metrów.

Czy mi się podobało? No tak średnio bym powiedziała. :p 

Podobał mi się freefall, dość szybko ogarnęłam się w powietrzu, ale niezbyt dobrze się czułam, głowa mnie bolała, uszy mi się zatkały, ogólnie było mi jakoś tak słabo. Mimo, że skok był przyjemny, a wyskok z samolotu robiące duże wrażenie, to po lądowaniu nie czułam takiego wielkiego "wow". Również ten aeroklubowy klimat i instruktorzy nie szczególnie mnie porwali. Chociaż nie powiem - do końca dnia, czułam się podekscytowana i bardzo z siebie dumna. :) 

 

Co dalej?  

 

Mimo wszystko dobrze wspominałam ten dzień, często wracałam do filmów i zdjęć. Czułam, że samodzielne skoki byłyby lepsze od tego w tandemie. Przełomowym momentem była zima, kiedy to jadąc sobie gondolą we włoskich alpach... zatkały mi się uszy i zaczęła boleć od ciśnienia głowa. I, o ironio, przypomniały mi się emocje towarzyszące mi podczas skoku. Wiedziałam wtedy, że podczas nadchodzącej wiosny muszę zacząć kurs spadochronowy. Wystarczyło tylko przekonać rodziców...

 

Kurs

 

Pracowałam nad nimi całą zimę i udało się - rodzice przekonani! W internecie znalazłam instruktora i w maju 2013 roku, 2 miesiące przed 17 urodzinami zaczęłam kurs AFF w Ostrowie Wielkopolskim u Markiza. Pyrlandia Boogie (bo tak wówczas nazywa się strefa) położona była od mojego domu około 1,5 godziny drogi autem. Ze względu na wiek, nie miałam wtedy prawa jazdy, więc początkowo na lotnisko wozili mnie rodzice. :) Kurs trwał kilka weekendów, zrobiłam go w 7 skokach. 

 

Resztę sezonu przeskakałam w Ostrowie, byłam też gościnnie w Bednarach, Szymanowie oraz w Lesznie. 

 

A w październiku, udało mi się zdać egzamin na PJ(B) u Kudłatego w Częstochowie. I tak zaczęła się moja przygoda ze spadochroniarstwem. :)

 

Kolejne lata

 

Skydiving dość szybko mnie wciągnął, na lotnisku czułam się jak w domu, a skoczków zaczęłam traktować jak swoją drugą rodzinę. Dlatego przez kolejne lata skakałam tak dużo, na ile tylko mogłam sobie pozwolić. Za mną już dobre kilka sezonów i na razie nie zapowiada się, żeby cokolwiek w tym temacie miało się zmienić. Skacząc czuję, że znalazłam coś, co naprawdę lubię, dlatego mam nadzieję, że będę mogła robić to jak najdłużej. Ale... zobaczymy co przyniesie przyszłość. :) 

 

 

Zobaczy także:

Jak przekonać rodziców do skoków? Przeczytaj TUTAJ.

Skok w tandemie - jak, gdzie i za ile? Przeczytaj TUTAJ.

Czym jest kurs AFF? Przeczytaj TUTAJ.

 

 

 

 

Please reload